Newsy

Połączenie OZE i energii atomowej może być przyszłością polskiej energetyki. Konieczny jest jednak szybki rozwój technologii magazynowania zielonej energii

2020-12-22  |  06:00

Odnawialne źródła energii, w tym zwłaszcza fotowoltaika, przeżywają w Polsce boom. To efekt m.in. różnego rodzaju państwowych dotacji, lecz także ogólnoświatowego trendu zapotrzebowania na zieloną energię. Technologie stojące za OZE nie są jednak w pełni rozwinięte, przez co na chwilę obecną nie można całego systemu energetycznego oprzeć na tych innowacyjnych rozwiązaniach. Potrzebne są nakłady inwestycyjne nie tylko w fotowoltaikę czy turbiny wiatrowe, lecz także w magazyny energii. Równocześnie, choć odbiegając od polityki energetycznej UE, która promuje OZE jako główne źródło, Polska rozwija plany energetyki jądrowej. To właśnie synergia źródeł odnawialnych i atomu może być przyszłością polskiej energetyki.

– Potencjalnie jest możliwość, aby całą polską energetykę oprzeć na odnawialnych źródłach energii, natomiast to obecnie stanowi dość duże ryzyko, dlatego że OZE są niestabilne w czasie – funkcjonują wtedy, gdy mamy wiatr czy słońce, a natężenie tych czynników środowiskowych wpływa, jak dużo energii jest produkowanej – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. Robert Zajdler, ekspert ds. energetycznych w Instytucie Sobieskiego. – Często to nie jest powiązane z momentem, gdy tę energię faktycznie chcemy skonsumować, czyli w godzinach szczytu porannego czy popołudniowego. Dlatego też potrzebne jest zapewnienie pewnej stabilizacji systemu. Obecnie istniejące technologie na to nie pozwalają.

Według analityków Ember, którzy przyjrzeli się krajowym planom dla energii i klimatu, w 2030 roku Polska będzie odpowiadać za emisję 22 proc. gazów cieplarnianych w Unii, co będzie stanowiło drugi najgorszy wynik, zaraz za Niemcami. Na razie oparcie krajowego systemu energetycznego wyłącznie na OZE jest w Polsce niemożliwe, ponieważ nie pozwala na to dostępna technologia. Potrzebne są inwestycje nie tylko w źródła energii odnawialnej, lecz także w magazyny energii.

– Technologie odnawialne są na dość wczesnym etapie rozwoju. Samo wytwarzanie prądu z paneli czy wiatraków jest już dość mocno zaawansowane i w dużej mierze jest rentowne bez żadnych mechanizmów wsparcia. Natomiast to nie wystarcza, dlatego że ten prąd jest produkowany w źródłach nie do końca stabilnych, więc jest potrzeba właściwych magazynów, żeby tę stabilność zapewnić – zwraca uwagę dr hab. Robert Zajdler.

Pierwsze magazyny energii o mocy około 60 MW, zlokalizowane przy elektrowniach fotowoltaicznych, pracują już m.in. w USA, Wielkiej Brytanii czy Australii. Z raportu National Renewable Energy Laboratory wynika, że w przypadku systemu składającego się z farmy fotowoltaicznej i magazynu energii koszt tego drugiego stanowić może nawet 68 proc. całej inwestycji.

– Patrząc na strategie Unii Europejskiej, jak założenia Zielonego Ładu, strategia offshore czy wodorowa, wyraźnie widać, że UE dość mocno postawiła na energetykę odnawialną jako ten model, który zasili Europę prądem. Natomiast jasne jest z tych strategii, że jak na razie nie ma tam miejsca na energetykę atomową – zaznacza ekspert. – Różne strony wskazują na to, że to jest nie do końca właściwe podejście, natomiast pokazuje pewien kierunek rozwoju.

Według ekspertów, aby zapewnić stabilność systemu nawet opartego na OZE, potrzebne jest wsparcie ze strony energetyki opartej na tradycyjnych źródłach, takich jak węgiel kamienny, brunatny czy gaz. Ich spalanie jest jednak niekorzystne dla środowiska. Rozwiązaniem pozwalającym zapewnić stabilność i minimalizację oddziaływania na środowisko mogłoby być wsparcie ze strony energetyki jądrowej.

– To, czy docelowo wystarczy nam energetyka odnawialna, zależy od tego, jak rozwiną się te technologie. Jak na razie wszelkie badania mówią, że jest to możliwe, ale potrzebny jest dość znaczący postęp technologiczny i duże nakłady finansowe. Czy jesteśmy w stanie osiągnąć taką ilość produkcji z tych źródeł i taką ich stabilizację, jaka będzie potrzebna w okresie najbliższych 20, 30, 40 lat, tego nikt nie wie. Dlatego też szuka się pewnej alternatywy – mówi dr hab. Robert Zajdler.

Z „Raportu o stanie światowego przemysłu jądrowego 2019”, opublikowanego przez Instytut na rzecz Ekorozwoju i Heinrich Böll Stiftung, wynika, że w 31 krajach na świecie działa 417 reaktorów jądrowych. Ich łączna nominalna moc netto wynosi 370 GW. Tymczasem w Polsce energetyka jądrowa wciąż nie funkcjonuje. Rządowe plany z 2009 roku zakładały, że w 2020 roku zostanie uruchomiony pierwszy reaktor. Obecna polityka energetyczna Polski do 2040 roku zakłada uruchomienie pierwszego bloku jądrowego w 2033 roku, a kolejnych pięciu do 2043 roku.

– Energetyki jądrowej nie powinno się traktować jako paliwa przejściowego, dlatego że te technologie też się rozwijają. W tej chwili mamy do czynienia przede wszystkim z dużymi elektrowniami, natomiast na etapie badawczym są małe reaktory, które mogą równie dobrze stabilizować sieć w różnych obszarach, funkcjonować w mniejszej skali i być przez to tańsze, łatwiejsze do zastosowania. Być może docelowo, jeżeli kwestie związane z odpadami, zarządzaniem nimi zostaną rozwiązane, to będzie to też istotna technologia. Jak na razie, patrząc z punktu widzenia Unii Europejskiej, stawiamy na odnawialne źródła energii – wskazuje ekspert ds. energetycznych w Instytucie Sobieskiego.

Czytaj także

Więcej ważnych informacji

Kalendarium

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Finanse i bankowość

Pandemia i unijne prawo zrewolucjonizowały polską bankowość. W polskich bankach pojawia się coraz więcej nowych technologii

Pandemia stała się katalizatorem zmian w bankowości. Przyspieszyła procesy wykorzystywania nowych technologii zapoczątkowane już wcześniej, zwiększając ich świadomość w coraz szerszej grupie użytkowników. Zmiany przyspieszyło też wejście w życie dyrektywy PSD2 – to dzięki niej poprzez jedno konto można mieć wgląd we wszystkie prowadzone rachunki. Dodatkowo coraz łatwiej jest założyć konto zdalnie. Pomagają w tym narzędzia, które pozwalają na cyfrowe potwierdzenie tożsamości.

Medycyna

Płuca do przeszczepu dzięki innowacyjnemu urządzeniu mogą być utrzymane przez pół doby w warunkach fizjologicznych. Taka procedura medyczna bywa ostatnim ratunkiem po ciężkim przebiegu COVID-19

Dzięki urządzeniu OCS Lung płuca pobrane od dawcy można przechowywać do 12 godzin w warunkach zbliżonych do tych, jakie panują w ciele żyjącego człowieka. Standardowo narząd poza organizmem może wytrzymać w warunkach hipotermii maksymalnie do czterech godzin. Przeszczep jest jedyną drogą ratunku dla pacjentów, którzy w wyniku choroby COVID-19 doznali nieodwracalnego uszkodzenia płuc. W szpitalu w Zabrzu udało się w ten sposób ocalić życie sześciu osób.