Newsy

ACTA2 zachwieje monopolem internetowych gigantów jak Facebook czy Google. Trudno jednak przewidzieć jej wpływ na internautów

2018-10-11  |  06:00

Przegłosowana w połowie września unijna dyrektywa ACTA2 na nowo reguluje kwestię praw autorskich w internecie. Ma stanowić oręż w walce z takimi gigantami jak Google czy Facebook, które do tej pory nie płaciły ani grosza za treści wytwarzane przez artystów i inne media. Prezes fundacji Centrum Cyfrowe Alek Tarkowski podkreśla, że nowe przepisy nie mają nic wspólnego z porozumieniem ACTA, które wywołało falę protestów i ataków hakerskich na instytucje rządowe w 2012 roku. Z drugiej strony – są mocno niedoskonałe, niejasne i trudno przewidzieć jak będą egzekwowane w praktyce oraz jaki będzie ich wpływ na indywidualnych użytkowników sieci. 

– Nowe przepisy stawiają na rozwiązanie kwestii wynagrodzeń - nie tylko dla artystów, ale w ogóle dla posiadaczy praw autorskich. Należy pamiętać, że takie prawa posiadają również firmy muzyczne, wytwórnie filmowe, tytuły prasowe. Kłopot nie polega na tym, że próbuje się odgórnie ustalić jak będą przepływać pieniądze między internetowymi gigantami, a firmami z sektora kreatywnego. Problemem jest fakt, że te przepisy dotykają także ludzi, dotyczą ich swobody tworzenia, zdobywania wiedzy, swobody komunikowania się – mówi agencji Newseria Innowacje Alek Tarkowski, prezes fundacji Centrum Cyfrowe.

ACTA2 na nowo reguluje kwestię praw autorskich w internecie i zmienia zasady publikowania treści w sieci. Ma być przede wszystkim orężem w walce z takimi gigantami jak Google, Facebook czy Twitter, które do tej pory nie płaciły ani grosza za treści wytwarzane przez inne media. Teraz internetowi potentaci mają zostać zobowiązani do usuwania treści naruszających prawa autorskie i dzielenia się przychodami uzyskiwanymi dzięki korzystaniu z treści wytwarzanych przez artystów, twórców i dziennikarzy. Dlatego nową regulację szeroko poparły środowiska artystyczne (w tym polski ZAiKS), spółki medialne, wydawcy i wytwórnie filmowe.

Unijna dyrektywa o prawach autorskich od początku wzbudza jednak bardzo wiele kontrowersji. W lipcu europosłowie – po licznych apelach, protestach i tysiącach petycji – odrzucili jej pierwszą wersję, a do projektu wprowadzono ponad 200 poprawek. Przeciwnicy nowych przepisów argumentują, że ACTA2 zagrozi start-upom, małym wydawnictwom, a przede wszystkim - wprowadzi cenzurę internetu. Podkreślają też, że nowe przepisy są niedoprecyzowane i trudno przewidzieć jak będą stosowane w praktyce.

– To jest okazja, która się zdarza raz na 15-20 lat. Mniej więcej tak często zmieniamy w  Europie kształt prawa autorskiego, więc warto zadbać, żeby było ono dobre. Niestety, ta propozycja dobra nie jest i trzeba będzie pogodzić się z faktem, że te przepisy nie będą doskonałe – mówi Alek Tarkowski, prezes fundacji Centrum Cyfrowe – Nasza fundacja przygląda się temu uważnie i martwimy się, że te przepisy będą niedobre dla ludzi. Nie chodzi tylko o te tytułowe memy i śmieszne obrazki, ale w ogóle o amatorską twórczość czy produkcje, które wykorzystują inne treści np. w celu komentowania. Istnieje szansa, że będą zagrożone, częściej usuwane. Nie z tego powodu, że są obraźliwe, ale dlatego, że zostanie w nich wykorzystana treść do której ktoś inny ma prawa autorskie, a system będzie bardzo rygorystycznie je egzekwować, stawiając na to, żeby ktoś mógł zarobić, a nie na swobodę tworzenia – dodaje.

Unijna reforma prawa autorskiego, potocznie nazywana ACTA2, została przyjęta przez Parlament Europejski 12 września br. Nie oznacza to jednak końca prac, ponieważ teraz rozpoczną się negocjacje z Radą UE i państwami członkowskimi, które będą mieć wpływ na ostateczny kształt regulacji w poszczególnych krajach. 

– Słychać argumenty, że mamy jeszcze 2 lata i dopiero potem te przepisy będą wdrażane do polskiego prawa. Rzeczywiście, w Polsce i w pozostałych krajach Europy odbędzie się dyskusja nad tym, jak dokładnie te przepisy będą wyglądać. Przyznam jednak, że mnie to nie uspokaja, bo jednak kierunek tych przepisów jest ustalany teraz w dyrektywie. Ja bym chciał, żeby ten kierunek był zupełnie inny, żeby gwarantował dużo więcej swobód użytkownikom. Skupiamy się na zagrożeniach, tymczasem dyrektywa ACTA2 była szansą wprowadzenia kilku dobrych przepisów, które nie przeszły. To się już nie zmieni i kolejne dwa lata nic tu nie pomogą, bo kierunek zmian został już wyznaczony – ocenia Alek Tarkowski.

Jednocześnie podkreśla, że dyskutowana obecnie unijna dyrektywa – która została potocznie okrzyknięta mianem ACTA2 – ma niewiele wspólnego z porozumieniem ACTA, które wywołało falę ogólnoeuropejskich protestów i ataków hakerskich na instytucje rządowe w 2012 roku. Przede wszystkim – unijna regulacja nie dotyczy indywidualnych użytkowników sieci, a jedynie internetowych potentatów jak Google czy Facebook. Wprowadzone niedawno poprawki ograniczają też jej wpływ na mikroprzedsiębiorców, małych wydawców i niekomercyjną działalność. Jednak z drugiej strony – trudno przewidzieć, jaki kształt nowa regulacja będzie mieć w poszczególnych krajach UE i jak będzie egzekwowana w praktyce.

– Warto pamiętać, że tak naprawdę nie mamy do czynienia z ACTA2. Dyskutowana pięć lat temu ACTA1 była porozumieniem, traktatem międzynarodowym. Teraz mamy do czynienia z dyrektywą unijną, a więc zupełnie innym dokumentem. Mówienie o ACTA2 ma sens wyłącznie w kontekście sytuacji, w której kolejny raz rozpoczęły się protesty i wielka, rozpalająca emocje dyskusja o prawach autorskich, o tym co można w internecie. W tym kontekście nazwa ACTA2 ma jakiś sens, ale odnosząc się do samych przepisów - jest nieporozumieniem – zaznacza ekspert.

Prezes fundacji Centrum Cyfrowe ocenia również, że obecnie funkcjonujące przepisy, które regulują twórczość w internecie, są anachroniczne i wymagają dostosowania do nowej, cyfrowej rzeczywistości.

– Internet dzisiaj nie opiera się na zasadzie „hulaj dusza, piekła nie ma”, są w nim przepisy. Niestety, są anachroniczne, dobrze byłoby je zmodernizować. Kłopot polega na tym, że część z tych wizji modernizacyjnych nie bierze pod uwagę potencjalnych zagrożeń. W środowisku działaczy internetowych trwa duża dyskusja: czy lepiej było tę ustawę przyjąć, bo są w niej jakieś pozytywne elementy i po raz pierwszy od kilkunastu lat wprowadza się jakieś zmiany? Czy też jednak te nowe przepisy są zbyt dużym zagrożeniem? Myślę, że to wykrystalizuje się, gdy rozpocznie się dyskusja między Parlamentem, Komisją i Radą – konkluduje Alek Tarkowski. 

Czytaj także

Transmisje online

Więcej ważnych informacji

Jedynka Newserii

Jedynka Newserii

Transport

Miejsc parkingowych ubywa, bo miasta chcą wypchnąć ruch samochodów z centrum. Technologia pomoże lepiej wykorzystywać istniejące parkingi

Zaparkowanie samochodu w centrum Warszawy, Wrocławia czy Krakowa to poważne wyzwanie. Statystyki przytaczane przez NaviParking wskazują, że zagęszczenie ruchu w centralnych dzielnicach nawet w 30 proc. jest spowodowane przez kierowców poszukujących miejsca parkingowego. To zaś oznacza nie tylko większe korki, ale też większy hałas, dodatkową emisję spalin i duży stres u kierowcy. Tworzenie nowych parkingów nie jest dziś priorytetem miast – dążą raczej do tego, żeby wypchnąć ruch z centrów. Dlatego potrzebne są lepsze zachęty, by kierowcy wybierali inne środki komunikacji, np. autobusy, tramwaje czy mikromobilność, a także nowe sposoby na skuteczniejsze wykorzystanie istniejących parkingów.

Partner serwisu

Venture Cafe Warsaw

Edukacja

Rzeź Woli to jedna z najmniej znanych kart historii Powstania Warszawskiego. Powstaje nowy projekt edukacyjny w wirtualnej rzeczywistości

Rusza drugi etap rewitalizacji placu Męczenników Warszawskiej Woli. To jedno z ważniejszych miejsc pamięci Powstania Warszawskiego, gdzie w sierpniu 1944 roku wymordowano mieszkańców Woli i Ochoty. Fundacja PGE i opiekujący się placem ojcowie redemptoryści stworzą tutaj ścieżkę edukacyjną z multimedialnymi lekcjami w technologii wirtualnej rzeczywistości (VR), dzięki czemu z wiedzą o tragicznych wydarzeniach sprzed 78 lat łatwiej będzie dotrzeć do młodych odbiorców. Mimo wielu dekad prac badaczy szczegóły rzezi Woli nadal pozostają nieodkryte.

Edukacja

Liczba aniołów biznesu rośnie, ale wciąż jest ich za mało. 40 proc. z nich jest na rynku maksymalnie trzy lata

Polski rynek aniołów biznesu wciąż jest wielokrotnie mniejszy od tych z Europy Zachodniej, o Stanach Zjednoczonych nie wspominając, i stosunkowo młody. Jednak zainteresowanie tą formą pomnażania kapitału i dzielenia się doświadczeniem szybko rośnie. Największa obawa osób, które chcą dołączyć do grupy aniołów biznesu, dotyczy tego, czy będą umiały realistycznie ocenić szanse danego przedsięwzięcia. Platforma Polish Angels ma ułatwić przepływ know-how i finansowania między doświadczonymi inwestorami i pomysłodawcami start-upów.

Współpraca

Obsługa konferencji prasowych

Zapraszamy do współpracy przy organizacji konferencji prasowych. Nasz doświadczony i kompetentny zespół sprosta każdej realizacji. Dysponujemy nowoczesnym, multimedialnym centrum konferencyjnym i biznesowym w samym sercu Warszawy. Zapraszamy do kontaktu w sprawie oferty.

Szkolenia

Akademia Newserii

Akademia Newserii to projekt, w ramach którego najlepsi polscy dziennikarze biznesowi, giełdowi oraz lifestylowi, a  także szkoleniowcy z wieloletnim doświadczeniem dzielą się swoją wiedzą nt. pracy z mediami.